sobota, 15 sierpnia 2009

Ustroń przejechałem

Nowe, ciekawe doświadczenie. Maraton w Ustroniu po trasie wyznaczonej szlakami, które dobrze znam z niedzielnych wycieczek. Pogoda dopisała. Ciepły dzień. Prawie cała trasa sucha. To był szybki maraton jak się okazało. Przejechałem go ze średnią 14,64 km/h i oznacza to, że to mój najszybszy maraton w sezonie oprócz Murowanej Gośliny, która jest przecież maratonem płaskim. Czy to świadczy o tym, że maratony w Esce są łatwiejsze? Nie wiem. Chyba jeden maraton to za mało aby o tym zdecydować. Na pewno wpływa ma na to duża ilość odcinków asfaltowych.
Dzięki znajomości prawie wszystkich odcinków maratonu jechało mi się bardzo dobrze pod względem psychicznym. W głowie od razu ma się przeskok do następnego znajomego fragmentu. To daje jakieś bardzo pozytywne nastawienie i pewnego rodzaju spokój pokonywania trasy. Czasami czułem, że znajomość trasy pomaga mi zaatakować na jakichś odcinkach gdzie inni zawodnicy zastanawiali się lub zwalniali z powodu konieczności kontrolowania trasy. A gdy znasz dany fragment możesz pojechać lepiej niż inni.
Jechałem dystans MEGA czyli 47 km. To mi zupełnie wystarczyło. Wg mnie mankamentem było rozmieszczenie bufetów bo od bufetu do bufetu drugiego było za daleko, a bufet trzeci był prawie przed samą metą. W upalnej pogodzie takie rozstawienie dawało się we znaki wielu zawodnikom.
Przejechałem trasę w 3h16min i trasa mi się podobała. Może trochę za dużo odcinków było "z buta", ale wiem że to tylko dlatego, że momentami było ciasno. Znam te odcinki i wiem, że jadąc samodzielnie można je podjechać. To oznacza jak wielki wpływ ma na zawodach właśnie tłok wśród zawodników. Wszyscy to znamy z jakim komfortem jedzie się samodzielnie drugą część maratonu gdy zazwyczaj stawka jest już rozciągnięta.
Oczywiście pojawiło się sporo zdjęć z tego maratonu. Jedno z ciekawszych poniżej :-)
Tym razem nie dałem rady naszemu najlepszemu kolarzowi MTB, Markowi Galińskiemu. Ale jak widać byłem blisko.
Siedziałem mu na kole... przez 4 sekundy* gdy wjeżdżaliśmy już na sam szczyt Równicy.

*prawda jest taka... na pierwszym planie Marek Galiński, jechał dystans GIGA (71km), na drugim planie ja, jechałem dystans MEGA (47km). Start był wspólny dla wszystkich zawodników i dystansów. Marek Galiński dogonił/zdublował mnie na trasie po około 2h58min, mając w nogach 63km gdy ja miałem 39km :-) Czyli tak naprawdę mimo, że w przestrzeni byliśmy w tym momencie obok siebie to w czasie byliśmy w różnych miejscach i to o "lata świetlne" :-)

** Marek Galiński to wielokrotny Mistrz Polski w MTB, zawodnik kadry narodowej, startował w czterech olimpiadach letnich Pekin 2008, Ateny 2004, Sydney 2000, Atlanta 1996.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.