
Dziesiątego kwietnia 7 osób w barwach Gymnasion MTB team stanęło na starcie pierwszego maratonu z cyklu Powerade Suzuki MTB Marathon.
Na start na dystansie giga zdecydował się Wojciech i niespodziewanie w ostatniej chwili Teresa. Od rana niska temperatura (odczyt z pulsometru min5-max15st) i wiatr nie pozostawiały złudzeń, co do pogody na trasie. Ubrało się we wszystkie warstwy, które się miało i mogło założyć. Nasmarowało się porządną porcją maści rozgrzewającej i można już było meldować się na starcie.
Minuta ciszy ku czci poległych w katastrofie lotniczej, odliczanie i START.
Asfalt.
Ciśniemy.
Tracę Grześka z oczu jakieś 10sekund po starcie, chociaż stał obok.
Ciśniemy.
Słońce wychodzi zza chmur, nie jest źle.
Ciśniemy.
Mija mnie Marcin.
Zaczyna się teren.
Ciśniemy.
Zaczyna kropić, słonce znika.
Mija mnie Krzysiek.
Średnia około 24, dla mnie ok.
Asfalt.
Trochę ślisko, widzę jakąś kolizje przed sobą, na szczęście nie bardzo groźną, ale to sygnał, żeby uważać.
Teren.
Ciśniemy.
Mija mnie Artur (40minuta).
Zaczyna padać.
Wypadamy na asfalt.
Zaczyna padać GRAD. Słyszę go na swoim kasku. Czuję na ciele. Ale to mi się podoba. To jest takie hardcorowe, że aż śmieję się na głos na tym fragmencie.
Wieje niemożliwie.
A ja sama cisnę po asfalcie.
Ale jest super.
Jest motywacja.
Jest chęć.
Jest strategia.
Jaka? Cisnąć :)))
Zwiększyć kadencję.
Teren. Doły, dołki i dołeczki.
Na 30km zapada decyzja o kupnie fulla.
Ciśniemy.
Podłączam się pod pociągi jadące moim tempem. Ale w końcu zawsze się to rozpada i każdy jedzie indywidualnie. Szkoda.
Obliczam szybko patrząc na średnią (około 24), że powinnam spokojnie dojechać przed upływem trzech godzin czyli tyle, ile jeżdżę treningi koło domu. Może się uda nie zatrzymywać na bufetach i na jednym bidonie przejechać cały maraton? Wiem, że to nie najlepsza strategia, ale na nią tym razem postawiłam.
Znowu słońce, znowu deszcz. Znowu asfalt, znowu teren.
Mam już wypatrzone moje rywalki jadące mniej więcej podobnym do mojego tempem. Mijamy się na trasie, raz one, raz ja. Nie znam ich, nie wiem z jakiej są kategorii. Staram się im nie odpuszczać. Jedna wzięta swobodnie, niestety potem musiałam trochę zwolnić, żeby wydobyć z kieszeni i zjeść żel. Wtedy mnie minęła. I znowu za nią. Nawet nie było to trudne. Asfalt. Trzymam się za nią i nagle czuję, ze mogę pojechać mocniej, dam radę spokojnie ją wyprzedzić. Poszłam. I zaraz po wyprzedzeniu jej zobaczyłam Grzesia Syguta, który gdzieś wcześniej mnie minął. Dostałam takiego kopa, że stanęłam na pedałach i sprint żeby go dogonić. Skąd człowiek znajduje w sobie takie siły w sobie znienacka?
Cisnę.
Grzesiu nie chciał się pode mnie podczepić, został z tyłu.
Cisnę.
Moja rywalka tuż za mną.
Właściwie jedziemy razem. Dajemy sobie zmiany. Fajnie. Zapytałam z jakiej jest kategorii (K2) żeby współpraca mogła być bardziej owocna :)
Mijam Teresę. Otrzymuję potężny doping :)
4km do końca.
Asfalt.
3km do końca.
Teren.
2km.
Wieje tak, że ma się wrażenie stania w miejscu.
1km.
Daję jej zmianę i chcę podkręcić tempo, bo widzę już balony Powerade. Krzyczę do niej: "Chodź, dajemy!" ale chyba ma już odcięcie prądu i odpuszcza.
Do mety dojeżdżam sama w czasie 2:42 ze stratą 38 min do zwyciężczyni OPEN (notabene Mai Włoszczowskiej) i stratą 16 min do zwyciężczyni w mojej kategorii, co dało mi trzecie miejsce w K3.
Reszta teamu jest już w trakcie posiłku regeneracyjnego. Ci co się zdecydowali się na giga, jeszcze na trasie.
Wszyscy narzekamy na przykurcze w dwugłowych.
Wkrótce dojeżdża Wojtek, potem Teresa.
Spotykamy się wszyscy ponownie na rozdaniu nagród, ja przygotowana na wyjście na podium czekam spokojnie, ale oczywiście z bijącym mocno sercem, bo to niesamowite jak wyczytują twój team i twoje nazwisko. To jest dla mnie najprzyjemniejszy i najważniejszy moment.
Rozdanie nagród trwa, stoimy, żartujemy. Nagrody na dystansie giga.
-"Pora na kategorię K2 na dystansie giga. A w tej kategorii wystartowała i wygrała Teresa Jedynak, Gymnasion MTB Team!"
Jakoś w pierwszej sekundzie nie dociera to do nas, chociaż jakby się tak zastanowić, to powinniśmy się tego spodziewać. Radość jest ogromna. Jedna z członkiń naszego teamu zajęła pierwsze miejsce na dystansie giga! Brawo Teresa!
Potem obiad w pobliskiej restauracji i wieczorne, bardzo przyjemne i bardzo nieformalne, okołokominkowe zebranie GMT.
jak dla mnie sprawozdanie ekstra, super i w ogóle same superlatywy, czytałem jednym tchem :) fajne foty (zwłaszcza pierwsza :P ;)))
OdpowiedzUsuńGratulacje dla Pań i całego team-u, no niezle pociśliscie Państwo, nieżle.
OdpowiedzUsuńCo do opisu maratonu to widze ze kolezanka z teamu mam co rusz nowe talenta pokazuje ;))
Co do mojego dystansu to ... troche inna bajka,
ale pierwsze koty za płoty, pierwsze błedy taktyczne (jak mnie meczy ten asfalt!!),
ale tez i pierwszy szacunek na trasie :)
no wielka motywacja zeby walczyc z górkami
Gratulacje dla naszych wspaniałych zawodniczek, życzę jak najwięcej 'pudeł' w tym i przyszłych sezonach (i nie chodzi tu o pudła po TV)!
OdpowiedzUsuń