No i ... stało się, zrobiłem ponad 100 km na maratonie , cóż z tego że w ten piękny, słoneczny i mrozny dzionek ale zrobiłem ;)), oj się działo się działo ;))
W sobotę po 13 wyruszamy z Agnieszką i Arturem - jedziemy jednym samochodem a ja z tyłu ;)) oj jak mi sie to podoba, jedziemy przez Wrocław (pyszny obiadek), Poznań do Murowanej. W murowanej hotel, wieczorem jemy kolacje, oglądamy mecz Hiszpanów, spotykamy kolegów z mojego zaprzyjaźnionego teamu z Katowic , małe piwko ;)) i spać.
No i tu problem bo w hotelu weselisko, wiedzieliśmy o tym z Agnieszką, - Artu śpi jakieś 6 km od nas w pałacyku, gdzie spokój i cisza, a u nas jak w ulu, tym bardziej ze temperatura za oknem jak na saharze, wiec żeby spać okno na full.Udało się co prawda zasnąć ale co jakiś czas jednak się budziłem wiec nie był to taki sen jaki powinien, ale cóż nie zawsze można spać jak dziecko ;)))
Rano pobudka przed 7 a jako, że śniadanie od 8, więc trochę czasu jest to idę zrobić rower coby potem zjeść i na trasę no i ... pompuje pompuje tylne koło a tu nic .... echo... coś syczy, o fuck mam dziurę ;-O, całe mleczko z koła mi wyciekło - portier mnie opieprzył ze mu brudzę- a ja w stresie plus moje ADHD,.. koleś jeszcze słowo i już dzisiaj kończysz pracę. Co teraz????? Kruca Bombka zakładam dętkę - no ale jaką, wziąłem i okazało się ze dziurawa ;)), Agnieszka tez nie może znaleźć swojej dętki, wiec ... koło ratunkowe - pozostał telefon do przyjaciela :))
No i tu Artur przyszedł z pomocą dał mi swojego Racing Ralpha - biedak musiał do mnie przyjechać - bo nie miałem samochodu - Artur jeszcze raz wielkie wielkie dziękuję . Opona szybko zmieniona i można iść na śniadanko, trochę późno no ale adrenalina skoczyła, człowiek pobudzony będzie się niezłe kręciło, w końcu trzeba szukać pozytywów a nie marudzić.
Co do startu to przesunęli z 10 na 10.10 ale jakie to ma znaczenie skoro o 10 na pulsometrze w cieniu jest 32 !!! a w słońcu momentalnie ponad 55 stopni!!!!! po prostu sahara !!!! No ale ok, jestem po to żeby kręcić a nie marudzić ze ciepło, kask na głowę, camelbcak na plecy i kręć cieniarzu a nie marudź., kto nie kręci ten ginie :)
Start i jak to na GIGA powoli powoli powoli .....blat i 9 z tyłu i jedziemy ;)), na giga koło 150 ludzi wiec jest spokój, trasa niby płaska wiec trzeba cisnąc cisnąć i cisnąć, nie ma przerw, tylko czemu czasami czułem się jakbym jechał swojemu kotu przez kuwetę? W górach jest ciężko, nawet ciężej, dłużej czasowo, ale są momenty ze trzeba zjeżdżać, ze trzeba uważać, ale jednak mięśnie nóg mogą chwilami odpocząć, tutaj .. nie, po prostu kręcisz kręcisz i kręcisz, jak nie to stajesz ;)))
Trasa ok, dużo w lesie, asfaltu raczej mało i tylko piach suchy piach ;)), aż mi się Bajm przypominał , do tego czasami wieje zimny rześki wiatr pustynny także nie jest zle temperatura odczuwalna --- brak na mojej skali.
No ale sam chciałem to kręcić trza, także kręcę i przez pierwsza godzinę 26, po drugiej już 53 km ;)), kurka mówię jest super, czas założony 4.20-4.30, wiec może się uda mówię, do 65 km super mi się jedzie. I wtedy ... "this is the end my only friends the end ", odcięcie, przez jakieś 8-10 km nie jestem wstanie pić, ani cokolwiek jeść - Grzesiu myślałem o Tobie, żel do ust i od razu wymiotuje, tzn moze nie wymiotuje tylko go wypluwam, nie jestem w stanie go przełknąć, pić -- staram sie ile moge, ale to raczej spłukanie ust niz picie, po prostu organizm mówi koniec koniec po saharze nie jade. Jak wiecie nie lubię (określenie bardzo lekkie ) ciepła a tu 35 w cieniu ;)) i wtedy jedynie co mi zostało to Rammstein - ich will, reise reise i mysle o wszystkim innym tylko nie o piachu pod kołami, myślę o Zurs, o Salbbach - miejscowości narciarskie i kręcę kręcę i kręcę,
Patrząc na wyniki i zapis z pulsometru wtedy tempo mi siada - wyprzedza mnie kilku gości z GIGA którym uciekłem ale .....cóż takie życie a i nauczka na przyszłe maratony może trzeba było jeszcze więcej pic, może jednak więcej jeść, ja przez cala trasę maratonu zjadłem tylko jednego żela, ale znowu na bufetach arbuz i arbuz i brałem sobie do kieszeni arbuzy i podjadałem, więc... Staram się kręcić i mam nadzieje, ze kryzys da się przezwyciężyć i jakoś pojadę dalej - w końcu zostało jeszcze ponad 40 km ;)), nagle bufet i ..... dwie butelki wody mineralnej na kark - komentarz klienta obok, będziesz mokry ;-O, no po prostu szukam szczęki pod stołem, a ja myślałem że bylem mokry na starcie, ale może mi się tylko wydawało ;)). Jadę dalej i dalej ale to raczej siła woli- niech mi ktoś powie ze to nie w głowie siedzi , wszystko jest w głowie !!!! chcieć znaczy móc !!!!!!
Kręce i tak po 2, 3 km widzę ze schodzenie głowy i karku daje efekty, zaczynam pic, co prawda o jedzeniu dalej nie ma mowy, ale tempo wraca w miarę do normy i daje, nie mam już dość tylko trza kręcić ;)), także jadę jadę i jadę. Na trasie pojawiają się ludzie z końcówki MEGA większa motywacja jest, bo skoro mijasz ich i nie są w stanie jechać za Tobą to może aż taki cienki herbatnik nie jestem, może tylko pół cienki , taki light ;))). Jedziemy dalej, no i w końcu jakaś góra. Pierwszy podjazd ok, drugi ok, i trzeci .. idzie dwóch gości z MEGA a ja jadę i nagle głos z boku bravo dla pana z GIGA zróbcie mu miejsce dalej dalej, a ja chciałem z buta bo już umieram, no ale jak teraz zejść z roweru ??? wiec daje i na górze mam ciemno przed oczami - zapis z pulsometru 188 - 99.2 % maksymalnego !!!! , no ale jestem na górze i jadę dalej jest w dół wiec rura, jakiś singielek, tylko eee czemu on w prawo a ja prosto - no ale w końcu maraton ponad 100 km i bez gleby - no way, nagle patrzę a lapierre w krzakach stoi i się śmieje - oj ty ćwoku mówi patrząc na mnie koniem Ci jeździć a nie na rowerze, a ja .. leżę na dróżce, opalam się po prostu Holiday i ... jakoś się staram pozbierać. Powoli stałem i dalej za kolesiem z MEGA, którego wziąłem ale jak dałem nura na glebę to mnie wyprzedził - uparty się ścigał ze mną jakiś czas, ale w końcu mi się lampka zaświeciła w łbie ze ja mam jechać a nie udawać i poszedłem, kolega został z tyłu jak i kilku następnych których wyprzedziłem, była nawet pani w slipkach i topie ale pomny gleby z borowikowej nie oglądałem - teraz żałuje :((.
Do mety kręcę w miarę miarowo i jestem na mecie w czasie 4.38, wiec plan nie zrobiony, miało być 4.30 no ale się nie udało, może gdybym więcej pił, gdybym więcej jadł, nie wiem - szkoda odcięcia.
Także meta, 97 w open, na 140 , niby ..... ale miałem nadzieje trochę wyżej (10 miejsc) ale z drugiej strony to GIGA i jak chce na razie skończyć pierwszy sezon i wiedzieć czym to się je i przygotować się do następnego roku, co do punktów to 460 wiec najwięcej w karierze ;))) także nie jest tak źle. Po maratonie nie byłem na początku w stanie nic zjeść, wypiłem chyba z 5 litrów płynów w niedziele wieczorem, a jak wstałem w poniedziałek rano to .. jakbym miał kaca suszyło mnie o ludzie..,, gdzie woda ???
Wczoraj wycieczka przez Poznań - kawa, Wrocław- obiad i kolo 21 w domku, wiec późno ale nic nas nie goniło.
W domu analiza danych z pulsometru i .. szok Zawsze mam tętno średnie na trasie jakieś 78-80 % w Murowanej 90.5!!!!! średnie nie chwilowe, wiec ile ja tam dawałem!!!!
Tętno maksymalne 188 czyli 99 %, wiec jednak jechałem ile mogłem, na dzień dzisiejszy nic więcej się nie da, tyle organizm pozwala w takiej temperaturze, wiec .. może to nie moje picie czy jedzenie na trasie, tylko po prostu organizm dał sobie 10 km luzu bo chciał .. przeżyć ;))), nic to organizmu nie zmienię - lubię go ;), ale można dalej dalej i dalej go trenować.
Także następny maraton za nami było super i wystarczająco, po maratonie spełniony obowiązek obywatelski - poszliśmy wszyscy glosować.
Za niecałe 28 dni Głuszyca - najcięższy maraton górski, ponad 85 km i ponad 3000 metrów przewyższenia, wiem ze będzie masakra, ale także wiem ze dam rade, chociażbym miał iść to i tak do mety dojadę(dojdę) to co przeżyłem teraz, mam nadzieje, że już się nigdy nie powtórzy, dwa tygodnie przed maratonem 8 godzin snu,dziennie bcaa, dużo białka, potas, nic nie pije, i ..... mentalnie się ładuje, chociaż z drugiej strony po takim hardcorze na trasie i nie wycofaniu się, ładowanie mi nie potrzebne ;))
Co do lepszej reszty teamu, to cóż, Agnieszka na pudle, trzecie miejsce, sektor II - zwiększyła swoje punkty sektorowe, kręci kobitka nasza ze aż miło, kreci kręci i jeszcze ma siły imprezować, no ale cóż młódka Ci ona . Artur super pojechał, najwięcej punktów w sezonie, wsiada na rower i tyle go widzieli, sektor III pewny chyba do końca sezonu, chłopek kręci jak szalony, nawet nie widzi kiedy koleżankę z teamu wyprzedza ;)).
Pozdrowerek dla braci rowerowej
Gdybym imprezowała nie stałabym na pudle.
OdpowiedzUsuńWidzę, że poznałeś prawdziwy smak szybkiej trasy. Ja w tym sezonie o żelach, energy drinkach i innych tego typu używkach mogę zapomnieć. Cieszę się jednak że organizm wraca powoli do normy i pozwala nawadniać się samą wodą. Oby w Głuszycy nie było 30 stopni, bo mogę zamykać szeregi. Jeszcze raz GRATULACJE dla startujących w Murowanej. Każda nowa trasa poszerza bagaż maratonowych doświadczeń :)
OdpowiedzUsuńPodpisuję się obiema rękami pod ostatnim zdaniem Grześka. A Wojtkowi gratuluję pierwszej maratonowej setki i barwnego sprawozdania :)
OdpowiedzUsuń