sobota, 18 września 2010

MTBM Rabka Zdrój 2010, czyli jak zdewastować rower...

Obeschło już pewnie błoto w Rabce a Pronghorn dalej w kawałkach... k***a m*ć!!! Sprzęt grzecznie woził moją powolną d**ę po różnym terenie, w różnych zakątkach Polski, trochę rozwinąłem moje umiejętności zjazdowe na fullu, trochę się nachodziło z buta, trochę dętek się powymieniało w Głuszycy, ale widać przyszła wreszcie pora aby baaardzo dokładnie poznać anatomię duńskiej maszyny i rozebrać wszystko co się kręci (a raczej kiedyś kręciło...), a nie kręci się całkiem sporo: - piasta przednia i tylna, wszystkie łożyska w tylnym zawiasie, kaseta, korby, pedały, amortyzator przedni przytarty, kółka od przerzutek, linki przerzutki tylnej zatarte... uff trochę sporo tego, do tego zdarte klocki i zapowietrzony tylny hamulec - Rabkę "przeżył" ino damper. Garaż wygląda bardzo komicznie gdyż całą przestrzeń zajmują wymieszane szmatki, smary, narzędzia, części rowerowe i łożyska w różnych stadiach agonii... jeden wielki burdel :) Z tego chaosu kiedyś znowu wyjedzie cały rower :D, byle przed Istebną... Pochwalić muszę konstrukcję piast Pronghorna - w zasadzie wystarczy komplet imbusów, ściągacz segerów, młotek gumowy i zestaw naprawszy w postaci sześciu łożysk po kilka zeta i jesteś serwisantem pełną gębą (no prawie, bo przydałby się jeszcze specjalny klucz do bieżni blokującej zapadki w kasecie). A jak się uprzeć to idzie to zrobić na kolanie. Przemyślana prostota bez bezsensownych udziwnień rodem z Shi(t)mano...

Co do samego maratonu to mieszane uczucia ogarniały mnie całą trasę i nie opuszczają do dziś - niby się dobrze jechało, teren był konkretny, trasa krótka ale wymagająca, nie było nadzwyczajnych usterek, bowiem skończenie się klocków tylnych po 2/3 trasy i notorycznie zaciągający łańcuch kwalifikują się jako normalne zachowanie sprzętu w takich warunkach pogodowych. Ale jakiś niesmak pozostał - a teraz, gdy z każdej dziury sypie się zaschnięta glina pomieszana z resztkami smaru chyba już wiem co było nie tak :P Na szczęśnie został już tylko jeden, ten który zamknie wszystkie generalki i pozwoli PR'owi spokojnie zawisnąć do wiosny.

Na temat trasy w Rabce napiszę tyle że była błotnista i były kałuże :P cały czas. Momentami było baaardzo błotniście i były baaardzo duuuże kałużeee :))) Jak komuś to mało, to odsyłam na bestoffa u sportografa, albo na jakiś film z Rabki... Ja więcej się nie będę rozpisywał bo nie mam czasu i muszę reanimować sprzęt na Istebną, a po za tym niezbyt miło mi wracać wspomnieniami do brunatnego kisielu spod kół. Aha, zjazdy były zaj*****e, leciało się na łep, tym bardziej bez tylnego hamulca :)))

I tyle by było nt. Rabki. Relacja krótka i bez sensu. Na koniec mogę wrzucić małą foto zagadkę - zgadnij co przedstawia zamieszczone zdjęcie :))) W nagrodę kilo błota z Rabki do piasty ;)))



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.